środa, 9 stycznia 2008

Lube na początek


Od wielu lat noszę się z zamiarem pisania własnego notatnika. Nigdy jednak się na to nie zdecydowałem, głównie z braku czasu, natłoku obowiązków – przygnieciony prozą życia nie dawałem rady. Nie miałem i nie mam odwagi roztrząsać spraw ważnych raczej tylko dla mnie i udostępniać ich gronu przypadkowych osób. Taki notes byłby po prostu zbyt osobisty, a publiczne dzielenie się z sieciową widownią prywatnymi problemami, to jak dla mnie zbyt duża ekstrawagancja. To całkowicie nie wchodzi w rachubę.

Jednak są wydarzenia i sprawy które warto zanotować choćby dla nich samych. Wrażenia po przeczytanych książkach, artykułach, odbytych lub wysłuchanych rozmowach, wydarzeniach których jesteśmy świadkami, koncertach, spektaklach na których byliśmy, przesłuchanych płytach, o tak! - to jest samo w sobie warte odnotowania. Tym chętniej na początek wspominam teraz koncert Rosjan z Lube, którzy 9 grudnia ubiegłego roku zawitali do Polski i dali świetny koncert w warszawskiej Kongresowej. Miejsce idiotyczne do organizacji tego typu imprez, ale póki co Stolica, nie dysponuje jakimś innym i dobrym miejsce na koncerty, może poza klubami Stodoła lub Proxima. Jak tu jednak słuchać rosyjskich nostalgicznych pieśni o życiu, miłości, wojnie i nienawiści, narodowej dumie niż w Pałacu Stalina?

Na koncert zespołu, niezwykle swego czasu popularnego w Rosji i będącego fenomenem na skalę europejską (choć znając realia Bałkanów z serbskim turbofolkiem, czy chorwackim Thompsonem zjawisko to nie jest wcale takie odosobnione) ściągnęły tłumy, w większości Rosjan mieszkających w Polsce – a wśród nich nieliczni, wciągnięci w temat Polacy. Dzięki temu byliśmy świadkami kilku zabawnych scen - takich jak kwiaty wręczane podczas występu wokaliście i prośby o autografy składane w pauzach miedzy piosenkami – co kraj to obyczaj, a i na przerwę na cigarietki, ogłoszoną oficjalnie i dokładnie w połowie występu narzekać nie ma sensu. W każdym razie, choć ceny biletów były dość wysokie, na miejscu zameldował się komplet publiczności i wejściówki rozeszły się na pniu.

Kapela na koncertach brzmi i gra, w tym również jeśli chodzi o doskonały śpiew Mikołaja Rastorgujewa, bardzo dobrze. Wśród wielu pieśni, które lubercy zagrali tego wieczora niestety zabrakło „Sołdata” i „Kombata”. Tego się nie spodziewałem. W zamian za nie publika wyprosiła „Dawaj za” i militarystycznie usposobiona części widowni (w tym siedzący obok nas idiota w mundurze Specnazu) mogła głośno podśpiewywać sobie – „dawaj za was, dawaj za nas i za diesiant i za specnaz”. Trudno – piewcy sowieckiego i rosyjskiego imperializmu („Rasieja maja Rasieja, od Wołgi do Jenisieja” brzmi jednak bardzo umiarkowanie) uznali jednak, że śpiewanie wojennych piosenek to – w tych trudnych czasach polsko – rosyjskiej zimnej wojny afront. W końcu chłopaki zawitali do Warszawy jako goście. Choć kto to wie, w polityce wszystko jest możliwe. Jak tak dalej pójdzie, to następnym razem może pojawią się jako kapela umilająca czas swoim sołdatom intereweniującym w priwislańskim kraju w obronie interesów rosyjskich koncertów paliwowych, albo... trochę dalej na wschód przybędą na zaproszenie rosyjskojęzycznych mieszkańców Ukrainy, próbujących włączyć Donbas i Krym do „macierzy”.
Tymczasem tego zimowego wieczoru mogliśmy zupełnie odprężeni i spokojni posłuchać wielu innych szlagierów, takich jak choćby „Gławnoje..”, „Riebiata z naszego dwora”, „Tam za tumanami”, finałowego „Atas” i uronić łezkę przy wspaniałych i pięknych „Bieriozach”. Piosenki z ostatniej płyty „Rasieja” okazały się być po prostu piękne i wspaniałe – „Batka Mahno”, „Mnogaja leta ruskoj zemle” lub przywołane wcześniej „Ot Wołgi do Jenisieja”. Cóż, rosyjski fenomen Lube trafił w rosyjskie dusze i serca i pokrzepił je po upadku imperium jak dobra, mocna czysta wódka i taka jest jego wartość. Cała ich twórczość to surfing po stylach wymyślonych przez zachodnią popkulturę i filtrowanie ich na potrzeby i wrażliwość Rosjan. Mówi się nawet, że, to jeden z produktów wszechwładnej rosyjskiej bezpieki, która skoro potrafiła w swoich „laboratoriach” hodować sekty, to dlaczego nie mogła zainwestować w kulturę, jako metapolityczny przekaźnik i katalizator narodowych uczuć, czy potrzeb sponiewieranych upadkiem Związku Sowieckiego. Kariera zespołu może o tym dobrze świadczyć, bo Lube to ulubieńcy Kremla, obecni na oficjalnych państwowych świętach i uroczystościach. Tymczasem ich muzyka krzepi do dziś, również i przede wszystkim tłumy, choć chyba formuła powoli się wyczerpuje. Stare i piękne rosyjskie melodie niesione rockowymi tempami, popowymi aranżacjami, zresztą niezwykle zgrabnymi i umiejętnym wplataniem rosyjskiego folkloru i narodowej tematyki w popową lub rockową stylistykę ma swoje granice. No chyba, że znów wybuchnie jakaś wojna i granic Federacji Rosyjskiej, oraz ciemnych interesów generałów i FSB, pójdą bronić tysiące młodych obrońców, a w zaciszu koszar i kwater słuchać zgrabnych piosenek o trudnych żołnierskim losie, dziewczynach, wierności i zdradzie, tęsknocie za domem.

Trudno znów nie pomyśleć w tym momencie o naszym krajowym padole pełnym od lat muzycznej tandety, bezguścia, wtórności, klisz i „przebojów” komponowanych na granicy zachodnich plagiatów - bez własnej tożsamości, tak sztucznych jak kolorowa, pachnąca butelka po szamponie, lub płynie do naczyń. Czy dopiero momenty egzystencjalnych rozstrzygnięć (dla wspólnoty) i stawianie ludzi w sytuacji ostatecznej jaką jest wojna, czy kryzys, wyzwala również sztukę, inną niż komercyjna szmira czasu pokoju i wzrostu gospodarczego?

3 komentarze:

Studyta pisze...

Dobry wpis na dobry początek. Mam wprawdzie wątpliwości czy fenomen LUBE narodził się w laboratorium specsłuzb, ale nie da się zaprzeczyć, że trafili w zapotrzebowanie rosyjskiej duszy epoki późno- i postjelcynowskiej niemal w 100%.

Osobiście chętnie wracam do rosyjskiego rocka lat osiemdziesiątych, znasz troche tej muzy?

Obserwatorium pisze...

No właściwie to z rosyjskiego rocka kojażę zespół ... Autograf... heheh, a tak powżnie to nie znam niestety. No chyba, ze muze z osatniej dekady np... Kolovrat? ;-)

filip pisze...

Wniosek, trzeba zainwestować w laboratorium ABW albo SKW. :)