
W czwartek zameldowałem się na promocji „Albumu polskiego podziemia niepodległościowego”, którą zorganizowano w warszawskich Hybrydach. A na niej wielu znajomych i okazja do towarzyskich pogawędek oraz zakupu książki, która jest rozchwytywana. To druga po „Żołnierzach wyklętych” tego typu publikacja (czego niestety nie odnotowuje się w „Albumie” ), tym razem już z naukowym glejtem. Chwała IPN za to opasłe i ciężkie jak partyzancka pepesza tomiszcze. Jego waga gatunkowa jak i rzeczywista, są nie do przecenienia i samo rąbniecie w łeb tylko tymi kilogramami papieru zwaliło by na ziemie niejednego milicjanta. Ale zawartość też niczego sobie – encyklopedyczny przegląd po okręgach, województwach, miastach, wsiach w których powstawały konspiracyjne grupki oporu zbrojnego i cywilnego – tysiące informacji o akcjach, nazwiska żołnierzy i dowódców, mapy, unikalne zdjęcia. Chwała bohaterom!
No i oczywiście garść refleksji po sobotnio-niedzielnej lekturze – a sobota to jedyny dzień, kiedy gazety rzeczywiście zjadają mnie na śniadanie i wcale się przed tym nie bronię.
„Plus Minus” z „Rzeczpospolitej” oczywiście jak zwykle bardzo ciekawy, tym razem przykuwa uwagę ważnym artykułem Bogdana Musiała pt. „Kto się wzbogacił na majątku Żydów?”, czyli losy własności ofiar niemieckiego terroru w oczach historyka IPN. Nie trzeba w tym miejscu streszczać i przypominać spraw oczywistych, a związanych z polityką okupacyjną władz Rzeszy na terenach zajętych w czasie ostatniej wojny – wywłaszczeniach, zniszczeniach, grabieży. Niewiele się zmieniło również po wejściu w życie dekretów PKWN oraz objęciu władzy przez komunistów. Co ciekawe, Polska Ludowa skłonna była oddawać np. grunty i nieruchomości spadkobiercom żydowskich ofiar, jeśli tylko udowodnili w jakiś sposób swoje do nich prawa. Tu pojawiało się pole do nadużyć – zwykłych oszustw i wyłudzeń. Jak pisze Musiał, osobą która brała udział w tym procederze, wówczas bardzo rozpowszechnionym, jest m.in. Eliasz Gradowski, z Jedwabnego, jeden z głównych świadków Grossa, którzy w książce „Sąsiedzi” relacjonowali wypadki z 1941 r. Grądowski - jak czytamy – „wyłudził wraz ze swymi wspólnikami (Żydami i Polakami) w ten sposób kilka domów i działek w Jedwabnem”. Jak więc widać, Grossowi tematy ciekawe same pchają się na biurko, ale niestety nie pasują one pod tezy, które tak bezczelnie próbuje udowadniać.
„Plus Minus” z „Rzeczpospolitej” oczywiście jak zwykle bardzo ciekawy, tym razem przykuwa uwagę ważnym artykułem Bogdana Musiała pt. „Kto się wzbogacił na majątku Żydów?”, czyli losy własności ofiar niemieckiego terroru w oczach historyka IPN. Nie trzeba w tym miejscu streszczać i przypominać spraw oczywistych, a związanych z polityką okupacyjną władz Rzeszy na terenach zajętych w czasie ostatniej wojny – wywłaszczeniach, zniszczeniach, grabieży. Niewiele się zmieniło również po wejściu w życie dekretów PKWN oraz objęciu władzy przez komunistów. Co ciekawe, Polska Ludowa skłonna była oddawać np. grunty i nieruchomości spadkobiercom żydowskich ofiar, jeśli tylko udowodnili w jakiś sposób swoje do nich prawa. Tu pojawiało się pole do nadużyć – zwykłych oszustw i wyłudzeń. Jak pisze Musiał, osobą która brała udział w tym procederze, wówczas bardzo rozpowszechnionym, jest m.in. Eliasz Gradowski, z Jedwabnego, jeden z głównych świadków Grossa, którzy w książce „Sąsiedzi” relacjonowali wypadki z 1941 r. Grądowski - jak czytamy – „wyłudził wraz ze swymi wspólnikami (Żydami i Polakami) w ten sposób kilka domów i działek w Jedwabnem”. Jak więc widać, Grossowi tematy ciekawe same pchają się na biurko, ale niestety nie pasują one pod tezy, które tak bezczelnie próbuje udowadniać.
Miejmy nadzieję, że IPN będzie w dalszym ciągu prowadził bardzo udaną i emocjonującą partyjkę szachów z Grossem i jego mocodawcami (świetnym ruchem jest przecież równoległe wydanie publikacji prof. Marka Chodakiewicza „Po zagładzie” i sprowadzenie „Strachu” i jego autora do rozmiarów im właściwych – prowokacji i manipulacji) i zajmie się znacznie szerzej tym tematem, choćby ze względu na oskarżenie kilku milionów Polaków o przywłaszczenie sobie pożydowskiego majątku po zakończeniu wojny, a to już spory kaliber sprawy z daleka zalatującej procederem, o którym powyżej już wspomniałem, tylko na skalę znacznie, znacznie większą. Niemal każdy komentator przyznaje, że „Strach” nie ma właściwie żadnych walorów poznawczych, nie przynosi nowych faktów i ustaleń, a ma jedynie charakter prowokacji, - jak zauważył Filip Memches - kontrkulturowej manifestacji i z racji nagłośniania, zbiorowego oskarżenia. Skoro więc zbiorowe oskarżenie, to musi być też zbiorowa wina, odpowiedzialność i również zbiorowe zadośćuczynienie (nie mówiąc o zbiorowej reedukacji, którą już próbowano zaaplikować po wydaniu „Sąsiadów”). Stawką jest przecież restytucja pożydowskiego mienia i ogromna kasa, jaką niektóre środowiska żydowskie chcą wyłudzić od państwa polskiego. Chodzi tutaj tylko i wyłącznie o ogromne pieniądze, a nie o prawdę i sprawiedliwość. W Ameryce podobno recesja, gospodarka zwalniała, giełda topnieje o oczach, a Przedsiębiorstwo Holokaust wciąż na fali – jak oni to robią?
Nie można być jednak monotematycznym, a więc również weekendowy „Dziennik” podrzuca garść ciekawostek, Michalski pastwi się nad Jarosławem Kaczyńskim - wkłada go do politycznej trumny, ogłasza pogrzeb i pisze nekrolog – moim zdaniem za wcześnie. Piotr Zaremba przedawkował naszą-klasę.pl więc i popełnił o niej niewielki artykulik wspominając przy okazji profesorkę swojego liceum, która dawała wszystkim w dupę, co jednak większości uczniów wyszło na dobre, a Jerzy Jachowicz spotyka esbeka ...blogera. Widać bez internetu ani rusz - niedługo nas wszystkich podłączą do Matrixa.
Co do „Europy”, to od lat jestem wiernym fanem tego magazynu, choć często trudno przebrnąć przez publicystykę niektórych autorów i wieczorne czytanie skutecznie mnie usypia. Skoro jednak numer bez Ziżka, więc wciągnąłem całą zawartość, bez większych obaw, że ktoś robi sobie ze mnie jaja. A co w niej? Długa rozmowa z Robertem Kaganem pokazuje, że Ameryka pali się do wojowania z całym światem, kolejnym prezydentem wcale nie będzie żaden miłujący pokój antyBush, a ideologiczny konflikt: autokracje – demokracje wyznacza oś podziałów według których będzie ona desygnować swych wrogów i sojuszników. Kagan jest pewny, przekonany do tego co głosi (choćby było to na granicy propagandy). Kto wie, Europa po przyjęciu Traktatu może podpaść pod neokonserwatywną definicję autokracji, w każdym razie deficyt demokracji będzie bardzo widoczny, a to grozi niestety interwencją marines i Myszki Miki. Tymczasem Irena Krzemińska jak zwykle smutna truchleje przed katolicka większością, wieszczy upadek demokratycznego ładu w Polsce i roni krokodyle łzy nad zepchnięciem salonów na margines polityki i opinii. Analiza tego Pana pokazuje jednak, że Polska jest wciąż normalnym krajem, z czego tylko wypada się cieszyć. Niestety Artykuł Petera Sloterdijka rozczarowuje – projekcja sojuszu religii monoteistycznych w globalnym, nowoczesnym świecie, ich pokojowa koegzystencja uwarunkowana niwelacją ekstremizmów i skrojeniem tychże religii do rozmiarów właściwych dla Nowego Wspaniałego Świata to bzdura, która wydaje się przemijać. Jak dobrze, że nasz Umiłowany Panzerkardinale jest odporny na tego typu bredzenie, a czas konstruktorów wiecznego pokoju mija na naszych oczach - miejmy nadzieję bezpowrotnie.
